Przejdź do głównej zawartości

Posty

Cała prawda o Teściowej....

Każdy z nas wie ile zębów powinna mieć teściowa lub gdzie jest dla niej najlepsze miejsce. Dowcipów o teściowych można znaleźć w necie setki. Skąd się biorą? Często z życia…. Dlaczego jest to tak trudna relacja? Dlaczego wszędzie mowa o teściowych a teść to zwykle spoko gość? Czy aż tak głęboko mamy zakorzeniony stereotyp relacji między żoną a matką syna? Czy teściową w ogóle można lubić? Ja nie mam teściowej. Mam Mamę – a w sumie to dwie. Jedna wychowała mnie, druga mojego Męża. Uważam, że z teściową nie tylko można się lubić ale wręcz się z nią zaprzyjaźnić. I co więcej – warto. Mama mojego Męża jest częścią naszej rodziny. Jest obecna w codziennym życiu moim, mojego Męża i naszych Dzieci. Nie ma ustalonego limitu kontaktów z synem czy wnukami. Nie oburzam się kolejnym telefonem do mnie, do Męża czy wnuków. Zaangażowanie mojego Męża w relację z Mamą odbieram jako jego troskę i oznakę dobrego wychowania i szanuję ich wzajemną potrzebę kontaktu. Szanuję Mamę mojego Męż...

Droga Przyjaciółko...

Droga Przyjaciółko,  Kiedy dowiedziałam się o złośliwcu przeżyłam szok. Miliony myśli kłębiły się w mojej głowie. Prawdziwa bitwa myśli dobrych ze złymi. Każda wizyta w centrum onkologii, czekanie na badania, wyniki to kolejne kilogramy w dół. Owszem, marzyłam o zrzuceniu zbędnych kilogramów ale zdecydowanie miałam na myśli aktywność fizyczną a nie stres, który temu wszystkiemu towarzyszył.  Wiadomość o chorobie to szok nie tylko dla mnie. Z moją chorobą muszą się zmagać najbliżsi – mąż, rodzice, babcie, przyjaciele i znajomi. Nie wszyscy wiedzą jak się zachować, co powiedzieć. Część znajomych zwyczajnie urywa kontakt. Mimo wszystko mam nadzieję, że dlatego, że trudno jest im się przełamać i nie wiedzą co powiedzieć, a nie dlatego, że i tak za mną nie przepadali . Inni pytają wprost – czego oczekuję. To chyba najlepsza postawa z możliwych. Najbardziej nie lubię współczucia, przerażenia w głosie i lamentu. Nie lubię użalania się nad sobą i kiedy inni mówią mi ...

Złośliwiec

Złośliwiec nie pyta o wiek. O to, czy jesteś matką, czy karmiłaś piersią, czy dbasz o siebie i czy regularnie się badasz też nie. Złośliwiec nie boli i jest podstępny. Jak każdego roku wybrałam się na USG piersi do lekarza. Coś tam sobie wcześniej wymacałam podczas samokontroli, ale że wymacałam sobie „coś tam” już kilkukrotnie – co potem okazywało się „zmianą hormonalną” która pojawia się i znika w czasie cyklu, nie przewidywałam, że tym razem może być inaczej. Lekarz w czasie badania wydał się być zaniepokojony i lekko zdziwiony, że tego czegoś nie było podczas poprzedniego badania. Nie wytrzymałam i zapytałam wprost – czy jego zdaniem to nowotwór. Zamurowało mnie, kiedy twierdząco pokiwał głową. Ale po chwili dodał: proszę się tak nie przejmować, to jest jak GRYPA. Musimy tylko to zbadać, żeby wiedzieć jak leczyć. Z moją „grypą” skierowano mnie do Centrum Onkologii. Zostałam poddana wielu badaniom – prześwietlenie, biopsja, mammografia, ponowne USG. Żeby było zabawnie...